U, V, W, „wanna”, „pierwiastek” i inne formy cyklu koniunktury
Po znacznym i zdecydowanie zbyt szybkim wzroście w pierwszej połowie sierpnia notowania niklu na Londyńskiej Giełdzie Metali uległy korekcie. Po wejściu na relatywnie wysoki poziom ponad 21 tys. USD/t ceny spadły do 17,5 tys. USD/t by ostatecznie zatrzymać się w okolicach 18,5 tys. USD/t. Przyczynę wzrostu należałoby upatrywać w technicznych zasadach rozwoju cyklu; jednakże z fundamentalnego punktu widzenia obecna korekta nie powinna być dla nikogo zaskoczeniem.
Nagły i gwałtowny skok koniunktury giełdowej jest na rękę jedynie niewielkiej grupie spekulacyjnych graczy rynkowych. Już nawet na Dalekim Wschodzie nastroje nie są tak optymistyczne, a to z powodu wstrzymania zakupów surowców – szczególnie w Chinach - dokonywanych w celu uzupełnienia rezerw strategicznych. Dalej, pojawiają się informacje o spadku cen stali odpornych na korozję w tym kraju, co oznacza, że również w tym segmencie sytuacja ulega znacznej normalizacji. Prawie stuprocentowe wykorzystanie zdolności produkcyjnych, które stało się regułą w ostatnich miesiącach było nieco zbyt optymistyczne. W ostatnich dniach zanotowano znaczny wzrost zapasów niklu na Londyńskiej Giełdzie Metali. Poziom ten jest obecnie wyższy niż w kwietniu. Na konferencji stali nierdzewnych zorganizowanej przez Metal Bulletin w Düsseldorfie pewien przedstawiciel branży niklu, znany ze swojej ostrożności w poczynaniach rynkowych, podał do wiadomości, że wcale niemały fizyczny popyt był pokrywany praktycznie wyłącznie z zapasów zgromadzonych przez producentów, przez co wkrótce spodziewać się można wyraźnego spadku zapasów na LME. Ogólnie rzecz biorąc, uważa się, że ceny transakcyjne niklu w granicach 17 tys. USD/t do 21 tys. USD/t przedstawiają realną wartość tego surowca. Niestety, niestabilny rynek wymusza tak szeroki zakres cen transakcyjnych, ponieważ stale istnieje ryzyko nieobliczalnych krótkoterminowych działań powodowanych zewnętrznymi czynnikami rynkowymi, takimi jak rozwój sytuacji na giełdach papierów wartościowych czy zmiany kursów walut.
Europejscy konsumenci chromu nie chcieli zaakceptować zamiarów producentów z RPA podwyższenia cen o 0,30 USD/ funt lub 33,7% na czwarty kwartał 2009. Cena na trzeci kwartał wynosiła 0,89 USD/funt. Jak to często bywa w większości negocjacji argumenty realistyczne mieszały się z oportunistycznymi, tak więc uznać należy, że prawda leży najprawdopodobniej pośrodku, gdzieś pomiędzy żądaniami konsumentów a producentów.
Z punktu widzenia producentów stali nie ma większego sensu nie zgadzanie się z aktualną sytuacja produkcji w porównaniu z pierwszym kwartałem roku, tak jak z pewnością nie leży w interesie producentów chromu stałe oskarżanie zewnętrznych czynników, takich jak koszty energii i niekorzystny kurs wymiany południowoafrykańskiego randa. Wszystko to ma tylko jeden skutek, a mianowicie wzrost cen. Przemysł stali nierdzewnych ma pełną świadomość faktu, że jeśli chodzi o surowce to cena 0,69 USD/ funt, osiągnięta w sztucznych warunkach rynkowych bez odniesienia do rzeczywistego popytu w drugim kwartale 2009 roku, nie może być brana pod uwagę jako punkt odniesienia dla transakcji średnioterminowych. W czwartym kwartale 2008 roku cena utrzymywała się ciągle na poziomie 1,85 USD/funt; dla producentów chromu musiało być jasne zatem, że w aktualnej sytuacji ekonomicznej nie ma mowy o utrzymaniu tak wysokiego poziomu cen.
W ciągu ostatnich kilku tygodni Chiny, jak już wcześniej oczekiwano, znalazły się w centrum zainteresowania światowej ekonomiki. Tym razem jednak nie jako rynek zbytu czy miejsce lokalizacji taniej produkcji, ale z uwagi na fakt, że większość świata ma nadzieję, że powrót dawnej koniunktury rozpocznie się na Dalekim Wschodzie. Pozostaje jednakże kwestią otwartą, czy obecny potencjał Chin nie jest drastycznie przeszacowany, i to pomimo imponującego programu ekonomicznego. Nie można się jednak pozbyć tego wrażenia, ponieważ z braku własnych koncepcji i pomysłów gospodarczych zachodnie kręgi polityczne (i gospodarcze) chciałyby przenieść ciężar kompetencyjny udanej stymulacji światowej koniunktury na gospodarki krajów Dalekiego Wschodu, przede wszystkim Chin. Nie tak dawno na forum WTO doszło do sporów na tle rozlicznych nadużyć w handlu międzynarodowym przy bardzo umiarkowanej krytyce autorytarnych rządów w Chinach i sposobu zarządzania gospodarką. Dawni wrogowie klasowi mają sobie obecnie wiele do zaoferowania. Wygląda więc na to, że maszyna gospodarki amerykańskiej zmniejsza obroty.
Niestety, sprawy o których łatwo jest pisać i które przyjmuje się jako coś pewnego i akceptowalnego okazują się być kłopotliwe i problematyczne z punktu widzenia polityki. Demokratyczne kraje zachodnie o liberalnym podejściu do gospodarki nie mogą tak po prostu zrezygnować z własnych ideałów ekonomicznych na rzecz Chińskiej Republiki Ludowej. Oznaczałoby to w rzeczywistości kapitulację systemu. Według najczarniejszego scenariusza, który należy traktować oczywiście czysto teoretycznie, kraj ten mógłby wywołać celowe załamanie rozwoju gospodarczego destabilizując w ten sposób pozbawione koncepcji rozwoju demokracje zachodnie.
Na szczęście scenariusz ten z uwagi na mnogość powiązań i zależności gospodarczych jest znacznie bardziej skomplikowany niż przedstawiono to powyżej. Takie działania o podłożu ideologicznym i politycznym miałyby również wpływ na wewnętrzną stabilność polityczną Chin.Politycy krajów zachodnich są przekonywani do większej koncentracji na pracy nad własnymi teoriami ekonomicznymi i do pobudzania gospodarki. W obliczu widocznej poprawy sytuacji w Chinach kwestia ta może stać się szybko nieaktualna. Nasze ograniczone doświadczenie nie pozwala nam w pełni zrozumieć postępowaniatego giganta ekonomicznego, trudność sprawia nam już interpretacja jego posunięć a już na pewno nie jesteśmy w stanie przewidzieć co zamierza uczynić w przyszłości. Jeśli wziąć pod uwagę rozwój sytuacji na giełdzie azjatyckiej i na rynkach surowców to okazuje się, że zapoczątkowana przez Chiny poprawa koniunktury nie potoczy się tylko w jednym kierunku.
Czy wykres przyszłej poprawy sytuacji gospodarczej przybierze kształt „U”, „V”, „W”, „wanny”, czy „pierwiastka” czy jakąkolwiek omawianą formę, będzie to zależeć w mniejszym stopniu od kreatywności w tworzeniu nowych, przyciągających uwagę obrazów a bardziej od zachowania jednostek gospodarczych. Oprócz zasadniczych podstaw kreowania wzrostu, które powinny być stymulowane przez odpowiednią politykę (i system finansowy), potrzebna jest wiara uczestników rynku w poprawę sytuacji gospodarczej. Byłoby zatem mile widziane, gdyby prognozy ekonomiczne nie opierały się jedynie na rynku, o którym powiedzieć można wszystko, poza tym że jest „transparentny”.
Ostatnio podano do wiadomości, że firma audytorska Pricewaterhouse Coopers (PwC) określiła wartość zniszczonej przez kryzys firmy Hypo Real Estate (HRE) na zero euro.Nie jest to wiadomość specjalnie optymistyczna, zwłaszcza że jeszcze niedawno zarówno niemiecki rząd federalny jak i niemiecki sektor bankowy wspomagały tę firmę astronomicznymi kwotami sięgającymi miliardów. Na zwołanym w trybie nagłym posiedzeniu komisji parlamentarnej w celu przebadania tej sprawy zadawano wiele pytań i udzielano wielu odpowiedzi, dochodząc w ostateczności tylko do jednego wniosku, a mianowicie, że członkowie komisji nie wykazywali stosownego zaangażowania w kierunku wyjaśnienia tej kwestii jeśli nie liczyć traktowania tego problemu jako instrumentu walki politycznej przed zbliżającymi się wyborami do Bundestagu.
Z niewiadomego powodu prawdopodobny inicjator kryzysu finansowego HRE, który mógł przy okazji wzbogacić się, nie został nawet zaproszony przed oblicze komisji. Oświadczenia przedstawicieli banków i nadzoru bankowego były jednak całkiem interesujące, wskazywano w nich, że załamania nie rozpoznano nawet na krótko przed jego wystąpieniem a interwencja państwowa była więcej niż potrzebna.W tym momencie wnikliwy czytelnik mógłby zapytać dlaczego udzielanie kredytów przeciętnym firmom wymaga szczegółowej kontroli zdolności kredytowej, podczas gdy kredyt wielokrotnie wyższy przyznany był bez wymaganych procedur.
Przedstawiciele systemu bankowego wyrażali się o tym bardzo pozytywnie, ponieważ oszacowane w wyniku kontroli wypłacalności i rzetelności kredytobiorcy prawdopodobieństwo spłaty wciąż wynosi 100%. Państwo zadbało o to, by banki udzielające pożyczek nie musiały się martwić o wypłacalność dłużników, takich jak HRE, który określany jest jako „zależny od systemu”. Zależność od systemu? Raczej błąd systemu!